Translate

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 25 Nie martwcie się o mnie...





,,Siedzę wieczorem ogarnięty moją ciszą,  
oni nie słyszą, a ja - tak jak w transie
Te proste dźwięki mnie kołyszą,
nade mną chmury wiszą,
wszystko jest takie łatwe i paradoksalne”


MAJA

     Już nic nie jest takie jak powinno być. Siedzę sama w domu i wlepiam wzrok w okno. Wypatruje choć cienia szansy na odbudowanie naszego związku, ale niestety… nie widzę go. Telefon cały czas dzwoni. Dzwoni już tak od tygodnia. Jak nie sms, to moja ulubiona piosenka. W moim domu istnieje jeszcze jedna ,, muzyka” jest nią dźwięk dzwonka do drzwi. Robert wystaje pod moim mieszkaniem i najczęściej wali w drzwi pięściami, ewentualnie krzyczy, że mnie kocha i nie odpuści dopóki go nie wpuszczę.
Przełamałam się. Znów przyszedł i robił to co zwykle. Otworzyłam drzwi i pierwszy raz od tygodnia spojrzałam na niego.
- No nareszcie.- przytulił mnie- mogę? Błagam.
- Wejdź. Napijesz się czegoś?
- Nie. Nie chcę nic do picia, ani do jedzenia. Chcę żebyś usiadła obok mnie i porozmawiała ze mną. Nie uważasz, że już czas na to?
- Dobra. To posłuchaj co ja mam ci do powiedzenia, a dopiero później będziesz moje słowa komentował, ok.?
- Dobrze skarbie.- złapał mnie za rękę
- Sam dobrze wiesz, że nasz związek nigdy nie był idealny i nie miał głębszego sensu. Robert ja przesiedziałam w tym mieszkaniu cały tydzień robiąc sobie przerwę wtedy, gdy musiałam wyjść po bułki do sklepu. Siedziałam w domu i patrzyłam się w okno. Rozmyślałam o tym co jest i co było. Wiesz do jakiś wniosków doszłam? Że niepotrzebnie się tak na ciebie napaliłam. Jak tu przyjechałam to kompletnie nic nie wiedziałam o  piłce. Później poznałam ciebie. Zawróciłeś mi w głowie. Postawiłam sobie warunek, że muszę cię mieć. Po tym zdarzeniu na imprezie było twoje porwanie i mój pierwszy raz. Robert to była najcudowniejsza chwila jaka przeżyłam. Ja nigdy się tak nie czułam.- mówiłam, płakałam i coraz mocniej ściskałam jego dłoń- Gdy to już przeminęło ty musiałeś wszystko spieprzyć. Zaliczałeś panienki jak leci. Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego jak ja się czułam!? Jak kolejna dziwka, którą bzyknął sam Robert Lewandowski! W momencie naszego kolejnego zbliżenia wydawało mi się, że to co dobre to przed nami. Myliłam się. Spieprzyłeś mi życie Robert! Najpierw zawróciłeś w głowie, a na sam koniec sprawiłeś mi więcej bólu niż moi poprzedni partnerzy.
- Wiem, że cię zraniłem.. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Maja ja cię kocham! Kocham cię nad życie! Nie wystawałbym codziennie pod twoim oknem gdybym cię oszukiwał. Kochanie zrozum ja nie wiem czy to jest moje dziecko! Miałaś się dowiedzieć o tym..
- Na samym końcu tak!? Zrobiłeś ze mnie idiotkę!
- Nie ! Miałaś się dowiedzieć wtedy kiedy to ja będę miał 100 % pewność. Bądźmy razem. Nie zostawiaj mnie tak.
- Sam na własne życzenie zepsułeś to co się budowało. Nie miej do mnie pretensji.
- Ale nie mam. Wiem jak możesz się teraz czuć. Majuś błagam spróbujmy… Daj nam chociaż cień szansy.
Cień szansy!? Właśnie o tym dzisiaj rozmyślałam. O tym głupim ,, cieniu szansy”  myślę już tydzień i nadal  nie umiem go odnaleźć. Może zagubił się  gdzieś w tłumie? Może jest na wyciągnięcie ręki, ale jednak za daleko by go przyciągnąć do siebie? Może chowa się za mną albo jest obok mnie? Sęk w tym, że ja nie umiem się do niego zbliżyć. Gdy  obok mnie jest Robert wszystkie wspomnienia wracają. Nie umiem ukryć tego, że go kocham! Tak się nie da! Mówiłam o tym wcześniej: miłości nie umiera od razu, ona nadal w nas żyje. To tylko my staramy się na siłę ją od siebie odepchnąć. Pójść inna drogą i nie stąpać wciąż po tej, która wygląda jak szwajcarski ser.
- Dla nas nie ma już szansy..
- Maja co ty pleciesz? No pewnie, że jest. Teraz twój krok.
 I znów to samo. Mój krok? Cholera jasna, dlaczego on zostawia mnie ciągle ze słowami do przemyślenia? 

     Mój krok.. Hmmm… Z pewnością zależy on od tego, które drzwi najpierw wybiorę. Jedne są puste z nową karta na koncie i nadzieją na nowe, ale czy lepsze życie?? Mówią, że nadzieja matką głupich.. Może coś w  tym jest? Drugie zaś to te za którymi stoi Lewy. One pokazują stary świat z mnóstwem ran i niedokończonych spraw, ale prawda jest taka, że ja chyba kocham to życie. Jestem osobą wielokrotnie zranioną przez los. Nie wierzę już w to, że może mi się kiedyś ułożyć. Widocznie zostałam stworzona do tego by faceci się mną bawili jak każdą nowo nabytą zabawką.
- I jak?? Powiedz, że się zgadzasz. Zrobię wszystko by było lepiej niż wcześniej. Pomyśl o nocy w hotelu.. Pomyśl o tym ile dla mnie znaczysz..
- OK.! Zgadzam się! Ale nie ciesz się za bardzo. Teraz już nie będzie tak jak dawniej. Ja nie dam ci się tak traktować. Od dziś koniec z kłamstwami i oszustwami. Mówimy sobie wszystko nawet tą najgorszą prawdę, jasne?
- Tak! Myszko nawet nie wiesz jaki jestem teraz szczęśliwy!- Przytulił mnie do siebie i pocałował w policzek
- Robert! Jest jeszcze jedna sprawa. Nie chcę żeby Anka z tobą mieszkała. Nie wiem. Wynajmij jej pokój w hotelu czy coś. W każdym bądź razie nie chcę jej u ciebie widzieć.
- Tak jest pani sierżant! Czy mogę u pani zostać na noc?
- Nie rozpędzaj się tak !
- Dobrze, ale pozwól mi tu dziś z tobą zostać. Chcę się nacieszyć chwilą. Jestem tak szczęśliwy, że..- wziął mnie na ręce i kręcił się dookoła, miałam wrażenie, że zwariował
- Aaaaa… Robert!... Hahhahah.. Postaw mnie na podłodze- cieszyłam się, że mu wybaczyłam. Strasznie go kocham, ale pomimo wszystko i tak cały czas myślałam o tym co będzie wtedy gdy okaże się, że to jednak jego dziecko.
- Siadaj. Zrobię nam kolację.
- Przecież mówiłeś, że nie chcesz ani nic do picia, ani do jedzenia??- patrzyłam na niego i przygryzłam dolną wargę
- Skarbie.. Nie łap mnie za słówka- podszedł i pocałował  mnie w usta
I wtedy się zaczęło. Całował mnie i całował. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Nasze chwile czułości przerwał dźwięk jego telefonu. Zerknął na wyświetlacz i popatrzył na mnie.
- Anka?..- Nie odpowiedział i odebrał. Byłam na niego tak wściekła! Emocje opadły mi w momencie gdy usłyszałam to co powiedział.

- Słucham!... Przestań pieprzyć… Nie! Nie wracam dzisiaj na noc!... A co mnie to obchodzi! Słuchaj Anka. Maja mi wybaczyła jestem szczęśliwy. My nigdy nie będziemy razem, rozumiesz!? To jest rozdział zakończony! Już od dawana nie ma nas! Teraz mam swoje życie, a ty pakujesz się w nie z brudnymi butami!... A daj mi święty spokój i wiesz co jeszcze!? Jak wrócę do domu nie chcę cię widzieć! Masz wieczór, noc i przedpołudnie do załatwienia sobie jakieś lokum!.... Nie! I nie dzwoń więcej bo i tak nie odbiorę! Ciao…

-WoW! Nie wiedziałam, że potrafisz tak o nas walczyć!
- O ciebie to w każdej sprawie jak lew! Parę tygodni temu przez to przebili mi opony .. Przez moją miłość do ciebie.
- zaraz się poryczę..
- Ale dlaczego?? Bo cię kocham?
- Taaakkk….

    Wieczór, a raczej noc zakończyła się tak jak przypuszczałam. Spaliśmy razem, ale zanim poszliśmy spać to….. to było bardzo przyjemnie. Byłam szczęśliwa. Niestety to był dopiero początek piekła. W nocy dostałam sms’a.

,, Ty dziwko! Nie pójdzie ci to płazem! Już ja się o to postaram! Pamiętasz jak mówiłam, że nie daruję ci rozpieprzenia mojego związku? Pragnę dotrzymać to co wcześniej wypowiedziałam. Możesz już się zacząć pakować, bo w Dortmundzie jest miejsce dla jednej z nas i z pewnością nie jesteś nią ty!!”

   Zastanawiałam się czy zostawić to i się nie przejmować, czy może pokazać to , że ja też jestem silną kobietą potrafiącą walczyć o swoje. Robert jeszcze słodko spał. Zrobiłam mu zdjęcie i dołączyłam je do smsa, którego Anna otrzymała w odpowiedzi:

,, Wydaje ci się, że tak łatwo mnie stłamsisz?. O nie kochana! Ze mną tak łatwo nie wygrasz! Tym bardziej, że on teraz leży obok mnie, a nie ciebie.  To nie twojego ciała jego ręce dotykały w nocy, nie twoje usta czuły ciepło jego warg! Pociąg do Polski już odjeżdża. Radziłabym wsiąść do niego 
 teraz, bo później może być już za późno !”

   Pomimo wszystko te słowa nie wyrażały mojego zdenerwowania. Chciałam uciec stamtąd i zabrać ze sobą Lewego. Niestety wszystko było za bardzo skomplikowane.

~~**~~


ROBERT

    Rano obudziłem się obok dziewczyny mojego życia. Dotykałem dłonią jej policzka i odkrytego ramienia. Nie budząc jej poszedłem wziąć prysznic. Później poszedłem do kuchni przygotować pyszne śniadanie. Otworzyłem lodówkę. Stałem tak przez chwilę przyglądając się pustce jaka w niej panowała. Gdy zamykałem jej drzwiczki moim oczom ukazała się Maja.
- Matko! Ale mnie wystraszyłaś!
- Naprawdę tak tragicznie wyglądam z samego rana?- powiedziała i zaczęła się śmiać widząc moją minę
- Nie skarbie. Jak zwykle pięknie.

   Podczas przygotowywania posiłku zaczął dzwonić mi telefon. To była Anka. Nie chciałem odbierać, ale coś podpowiadało mi, że jednak muszę z nią pogadać.

- Tak?.,.. Ale jak to!? Dobrze. Już jadę. Zaraz tam będę!!!

Maja patrzyła na mnie. Wiem, że czekała na wytłumaczenie. Ja szybko złapałem za kluczyki i zakładałem buty.
- Robert co się stało?
- Anka jest w szpitalu. Muszę tam jechać. Podobno coś nie tak z dzieckiem.
- Czekaj! Jadę z tobą.

   Zdziwiło mnie to. Nie wiem dlaczego sama wyszła z taka propozycją. Cieszyłem się, że nie zostawiła mnie samego w tym bagnie. Wsiedliśmy do auta i udaliśmy się jak najszybciej do szpitala. Wchodząc zaczepiłem pierwszego lepszego lekarza. Okazało się, że on prowadzi , przypadek’ Ani. Dowiedzieliśmy się, że trafiła ona do szpitala po przenoszeniu bagaży. Cholera! Jaki ja byłem głupi. To wszystko moja wina. Gdybym nie kazał jej się wyprowadzić to wszystko byłoby teraz w normie. Siedzieliśmy na korytarzu i czekaliśmy na dodatkowe informacje.

MAJA

    Pojechałam z nim, ale sama nie wiem po co. Teraz siedzę na korytarzu bez makijażu, fryzury i czego kol wiek innego, co spowodowałoby żebym wyglądała jak człowiek. Zaczęłam zasypiać na ramieniu Roberta gdy nagle z sali została wywieziona Anka. Jakiś lekarz krzyczał coś, że zaczęła rodzić. Robert nie mógł się opanować. Łaził po korytarzu w te i z powrotem. Przeprosiłam go na chwilę i poszłam do łazienki. W torebce miałam szczotkę i tusz do rzęs więc się troszeczkę ogarnęłam. Wróciłam do niego i zaczęłam uspokajać. Nic do niego nie trafiało. Cały czas gadał, że to jego wina, a ja nie mogłam już tego wysłuchiwać. 
   Wtedy było już po wszystkim. Anka leżała na swojej sali, a Robert poszedł zobaczyć dziecko. Ja jeszcze przez chwile siedziałam i zbierałam myśli. Czułam się beznadziejnie. Stanęłam przed salką noworodków i widziałam jak Robert trzyma na rękach to maleństwo. Łza spłynęła mi po policzku. Dotknęłam szyby dłonią i zaczęłam się oddalać. Teraz już wiedziałam, że Stachurska ma racje, ja z nią nigdy nie wygram! Tym bardziej teraz kiedy to Lewy jest szczęśliwym ojcem, a ona matką.

    Wychodząc ze szpitala złapałam taksówkę. Nie mówiłam nic Lewandowskiemu, że wychodzę. Nie chciałam by się wypytywał po co, dlaczego itp. Pojechałam do domu i zaczęłam się pakować. Już nic mnie nie trzymało w Dortmundzie, no chyba, że Angela i rodzice, ale w tamtym momencie nie myślałam o nich. Już od dawna miałam ustalony plan B, o którym nikomu nie mówiłam.

   Gdy wszystko już miałam spakowane usiadłam na łóżku i odczytałam jeszcze raz sms’a od Anny. W pamięć zapadły mi jedynie te słowa:,,(…) bo w Dortmundzie jest miejsce dla jednej z nas i z pewnością nie jesteś nią ty!!”. Miała racje. Szybko odpuściłam i dałam za wygraną. Stłamsiła mnie!! A ja musiałam się to tego przyznać.  Postanowiłam nie zostawiać po sobie żadnego śladu. Nie pisałam żadnych listów, ani sms’ów. Po zamówieniu taksówki wyjęłam kartę z telefonu i wyrzuciłam ją do kosza. Całkowicie odcięłam się od tego świata, pozostawiając daleko w tyle rozdział znany pod nazwą ,, DORTMUND”.
Wsiadłam do taksówki i ruszyłam. Mój cel? Nikt z was by się tego nie spodziewał… Hmmm… Moim celem było Monachium. Tak. To Monachium. Stolica Bawarii. Znana z wielkiego klubu piłkarskiego pt. Fußball-Club Bayern München. Od czasu gdy piłka zagościła w moim życiu na dobre ta nazwa nie była mi obca. Z resztą Robert opowiadał mi o wszystkich klubach, tego nie mógł ominąć. Wysiadłam w centrum, zapłaciłam i podziękowałam za transport. Musiałam poszukać sobie jakieś mieszkania. Rodzice przelewali mi na konto niezłe sumy pieniężne, więc na brak środków nie mogłam narzekać i pozwolić sobie na wysoki standard życia. Rozglądałam się za jakimiś mieszkaniami do wynajęcia. Jedno przypadło mi szczególnie do gustu. Znajdowało się obok słynnej Alianz Areny. Poszłam, a raczej przyczłapałam się z walizkami na przegląd mieszkanka. Zrobiło na mnie piorunujące wrażenie.
- To jak? Bierze pani?- spytał deweloper
- Tak. Biorę. Troszkę tu pozmieniam i będzie idealne.
- Cieszę się. W takim razie tu ma pani do mnie kontakt. W razie czego proszę dzwonić. Acha …. Za czynsz płacimy na koniec każdego miesiąca.
- Znakomicie.
Facet już poszedł, a ja zaczęłam robić ogólne porządki w moim nowiuteńkim mieszkanku w Bawarii.

ANGELA

    Wyszłam do parku zaczerpnąć świeżego powietrza i zastanawiałam się co teraz robi Majka. Dzwoniłam ale nie odbierała. Myślałam, że jest zajęta i oddzwoni później, ale nic takiego się nie wydarzyło. Czekałam na jej telefon pół dnia, aż w końcu zadzwonił do nie Lewy.
- No siemka.. Czemu Maja nie odbiera telefonu..
- Boże to jej nie ma u ciebie!?- był strasznie zdenerwowany
- Nie. A czemu miałaby być?
- Byliśmy dzisiaj w szpitalu, bo Anka urodziła. Poszedłem zobaczyć dziecko, a jak wyszedłem na korytarz jej już tak nie było. Szukałem po toaletach, aż w końcu wróciłem do domu. U mnie jej nie było więc pojechałem do niej. Tam pocałowałem klamkę i miałem nadzieję, że jest u ciebie.
- No u mnie jej nie ma, ale może wyszła na miasto?
- Miejmy nadzieję, że tak. Strasznie się o nią boję.
- Robert spokojnie. Pewnie zaraz wróci i wszystko będzie ok.
- Obyś miała racje.
Rozłączył się. Swoją drogą też się zaczęłam tym przejmować. Majka nigdy nie wywijała takich numerów. Zawsze oddzwaniała. Coś chyba musiało się stać. I wtedy dowiedziałam się co. Dostałam widomość od nieznanego numeru:

,, Nie martwcie się o mnie. Wyjechałam z Dortmundu i nie namawiaj mnie, bo i tak tam nie wrócę. Powiedz Robertowi, że życzę mu szczęścia. Mam nadzieję, że ty i Mario również ułożycie sobie życie. Moi rodzice już wiedzą o tym, że mnie nie ma. Nie pytaj mnie gdzie jestem, ponieważ i tak się nie dowiesz. Obym tu ułożyła sobie życie. A i jeszcze coś. Nie dawaj tego numeru Lewemu. Nie chcę żeby do mnie wydzwaniał. Całuję Maja :*”

   Wydaje jej się, że jedna durna wiadomość wszystko załatwi. Jestem na nią wściekła, a to wszystko to jedna wielka paranoja. Jak ona mogła tak z dnia na dzień bez pożegnania zostawić wszystko i wyjechać Bóg wie gdzie!? Co ona sobie wyobraża!? Wiem jedno, że ta sprawa z Lewym mocno ją przycisnęła. Zwyczajnie nie dała rady, a skoro tam ma jej być lepiej.. No cóż. Trzeba się pogodzić z tym, że jej tu nie ma.

~~**~~


MAJA
  
    Nastał piękny dzień w Monachium. Nie sądziłam, że tu może być aż tak pięknie. Za oknem mam cudowny widok. Wysokie budynki z czerwonymi dachami, wysprzątane ulice, ogromny park i oczywiście stadion. Dzisiaj jest dzień, w którym to idę poszukać sobie jakiejś roboty. Mam nadzieję, że dla osoby z moim wykształceniem znajdzie się jakaś odpowiednia fucha. Było 25 stopni na dworze, więc postawiłam na spódniczkę, bluzkę na ramiączka i szpilki ( w końcu muszę pokazać się pracodawcy z jak najlepszej strony). Wyszłam z mieszkania zamykając dokładnie wszystkie zamki. Spacerowałam długimi i wąskimi ulicami. Idąc tak trafiłam na ogłoszenie, które widniało na drzewie.

,, Poszukuję pracownika . Przyjmę osobę do pracy w supermarkecie i lodziarni”

    Długo się nie zastanawiałam. Chwyciłam za telefon i wystukałam na nim numer napisany poniżej ogłoszenia. Umówiłam się na spotkanie w pobliskiej kawiarence. Poszłam tam od razu. Zamówiłam sobie kawę i czekałam na przybycie …. W sumie to nie wiem kogo. Nagle wszedł do kawiarni wysoki i szczupły mężczyzna. Był dość dobrze zbudowany. Widziałam, że kogoś poszukuje więc wstałam i się przedstawiłam.  To był właśnie facet od ogłoszenia. Niestety nie przedstawił mi korzystnej oferty, ponieważ on szukał kogoś na rozładunek towaru i kręcenia lodów, jak kol wiek to brzmi.
Szukałam cały dzień, ale nic nie było dla mnie. Jak nie jakieś treserki psów, to jeszcze sprzątanie ulicy. Niby praca nie była mi potrzebna, ale ja musiałam się czymś zająć. Odciągnąć od siebie myśli o Robercie i postarać się zapomnieć. Gdy wracałam już zrezygnowana do domu natrafiłam na matkę z córką. Siedziały na ławce obok ogłoszenia, które właśnie czytałam. Podsłuchałam kawałek ich rozmowy
- Mamo… no proszę .. zgódź się..
- Nie. A z resztą gdzie ja ci teraz znajdę lekcje gry na pianinie, zastanów się! Zaczęły się wakacje. Wszyscy nauczyciele wyjechali na urlop.
- No to ja poszukam w Internecie… Proszęęee…- dziewczynka strasznie błagała mamę o pozwolenie i chęć zainteresowania się tematem. Wtedy wpadłam na genialny pomysł.
- Przepraszam, że przeszkadzam- przerwałam im- przypadkowo podsłuchałam fragment rozmowy. Ja umiem grać na pianinie. Właśnie zaczęłam studia muzyczne, więc jeżeli miałaby pani ochotę to ja z chęcią nauczę pani córkę grać.
- Naprawdę??
- Tak. Właśnie szukam pracy żeby się oderwać od rzeczywistości. Muzyka to jedyne co mi zostało. Jeżeli byłaby pani chętna to ja z wielką przyjemnością podejmę się wyzwania.
- Zastanowię się. Na razie niech mi pani zostawi swój numer kontaktowy, dobrze?
- Pewnie. Już go pani daję.

    I w taki właśnie sposób zaczęłam swoją przygodę nauczycielską. Oprócz tej dziewczynki, która miała na imię Ann przychodziły do mnie różne osoby. Musiałam oczywiście w biegu kupić sobie pianino, ponieważ moje pozostawiłam w Dortmundzie. Wszystko układało mi się fantastycznie. Zarabiałam całkiem niezłe pieniądze. Za nie kupowałam bilety i w wolnych chwilach wybierałam się na mecze. Zaczęły mnie już męczyć , bo za każdym razem Bayern stawał się niepokonany. Chłopaki naprawdę bardzo się starają. Codziennie również otrzymywałam sms’a od Angelii, że Lewus o mnie wypytuje i że się martwi. Kiedyś mi nawet wysłała jego zdjęcie z dzieckiem. Dali mu na imię Damian tak jak zawsze ja chciałam żeby mój synek miał na imię. Pisała również o sukcesach na planie filmu i o zbliżającej się premierze. Już nie mogłam się jej doczekać. Wypytywała o mnie, jak się czuję i takie tam, a ja za każdym razem odpisywałam, że jest ok. pomimo tego, że wcale tak nie było. Nie mogłam wypełnić pustki po Robercie. Staram  się ale nie daję rady.  Właśnie wtedy na mojej drodze stanął ktoś kto za wszelką cenę będzie się starał załatać mi tą wielką dziurę, która powstała po rozstaniu z Lewym.
________________________________________________________________
Moje drogie :) Ze względu na fakt, o którym pisałam wam w notce pod zeszłymi rozdziałami postanowiłam zmienić termin dodawania ich :)) Teraz będą się one pojawiały W SOBOTY!!! Ogłaszam wszem i wobec, że kolejny rozdział jednak się pojawi :) Specjalnie dla was zmieniłam ten układ. Pomyślałam, że nie będę was obciążać moimi egzaminami i dodam rozdziałki w soboty :)) Pozdrawiam ws serdecznie :* Dziękuję za każdy miły komentarz i do następnego :)) Buziole :** <3
Macie ode mnie mojego przystojniaka, który zawsze poprawia mi humorek :**

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział 23 i 24 Mówi się trudno…



23 ROZDZIAŁ

„Zastrzel mnie, a i tak powstanę
Emocje rosną z podwójną siłą
Kolejny dzień trzymam je w sobie
Lecz nie wiem jak pozbyć się tego
cienia, o którym śnię”


     Miłość szaleje nad Dortmundem. Emocje rosną i nie opadają. Dzisiaj zakończenie roku akademickiego. Dziewczyny już gotowe to końca tej męczarni jak zwykle spotkały się przed ich uczelnią. Założyły na siebie czarno białe stroje i poszły na końcowy ,gwizdek’. Później umówiły się na oblanie tego wspaniałego dnia do pobliskiej kawiarni. Kelner bardzo dobrze je tam znał. Usiadły, zamówiły sobie winko i do tego duże i bardzo kaloryczne ciacho z kremem.
- No to co laska. Po mimo moje chwilowego zwolnienia i tak zdałam.- wiwatowała Angela
- Jak się ma fajnych wykładowców to i fajne wtyki się ma. – puściłam do niej oczko
- Oj tam., oj tam. Chociaż w sumie gdyby nie jeden taki to nie wiem czy bym się dzisiaj tak bardzo cieszyła.
- Widocznie wpadłaś mu w oko.
- Tylko nie mów tego przy Mario, bo będzie ze mną krucho.
- Spoczko.
- Proszę. Dla dwóch pięknych pań na koszt firmy.- młody kelner przyniósł im jeszcze jedno ciastko
- O kurcze. Dzięki serdeczne.- powiedziała zaskoczona Maja- Z pewnością pójdzie mi to wszystko w za przeproszeniem dupkę, ale i tak zjem.
- Kochana! Dzisiaj nie liczą się kalorie tylko dobra zabawa. Ten wieczór rezerwujesz dla mnie, bo to właśnie dzisiaj WAGs podbijają Dortmundzkie kluby.
- Hahhahaha….- zaśmiały się razem.
- Ty tak na poważnie z tymi klubami ? Nie masz żadnych planów na wieczór z Mario?
- Nie. Wczoraj cały wieczór był jego.
- I co??
- Powiem ci, że należycie go wykorzystał.
- Był seks ?
- Był, był. I to nie jeden- przygryzła dolną wargę
- Hhahah..
- A ty i Lewy?- na to pytanie zapadła niezręczna cisza
-Chyba już nie ma mnie i Lewego. Jestem ja i krok z tyłu Lewy.
- I co? Nie gadaaacieee….- atmosfera diametralnie się zmieniła. Z bardzo wesołej zrobiła się nie do opisania.
- Za każdym razem jak podejmuję jaki kol wiek temat on się wścieka i albo wychodzi z domu żeby uciec od problemów, albo daje mi ewidentny sygnał do tego abym to ja opuściła jego mieszkanie.
- Dlaczego on się tak zachowuje?
- Też bym to chciała wiedzieć. Po za tym otrzymuje jakieś dziwnie smsy, a jak odbiera telefon wychodzi z pokoju.
- Myślisz, że on..
- … że ma kogoś? Nie. Raczej nie. Chociaż w sumie.
- Sprawdź go.
- No coś ty. Nie. Nie będę mu grzebała w telefonie. To nie w moim stylu. Przeczekam to.
- A jak sytuacja się nie zmieni.
- To ja ją zmienię.
- Co masz na myśli?
- Rozstanie. Nie ma innego wyjścia.

  Dziewczyny wyszły z kawiarni i poszły w swoją stronę. Do klubu umówiły się o 20.30. więc miały jeszcze bardzo dużo czasu na przygotowanie się.

MAJA

     Wychodząc z baru postanowiłam się jeszcze przejść i zebrać myśli w jedną całość. Byłam roztrzęsiona całą tą sytuacją. Postanowiłam pójść do parku. Szłam właśnie w jego kierunku, gdy moim oczom ukazał się Robert wysiadający z samochodu. Co mnie zdziwiło? To, że samochód nie był jego. Wysiadł i mówił coś do kogoś przez otwartą szybę. Był zdenerwowany. Krzyczał coś ale nie do końca zrozumiałam co, ponieważ był straszny hałas. Przemknęłam się obok tak by mnie nie zauważył. Usiadłam na ławeczce i zaczęłam płakać. Chyba z bezsilności. Trzymałam w ręku telefon, który po pewnym czasie zaczął wibrować. Do mich uszu dochodziła kawałkami melodia wydobywająca się z niego. Spojrzałam na wyświetlacz. Sama nie wiem po co. Przecież ja wiedziałam, że dzwoni Robert. Tylko gdy on dzwoni mój telefon wydaje z siebie dźwięk tej piosenki. Zawahałam się przez chwilę, ale w rezultacie odrzuciłam połączenie. Nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Może on rzeczywiście ma kogoś na boku. I znów wibracje w mojej dłoni. Tym razem były one krótkie. Dostałam smsa, również od Roberta.

„ Skarbie musimy się spotkać. Błagam cię zróbmy to jak najszybciej. Mógłbym do ciebie przyjechać albo ty przyjdź do mnie. Proszę. Bardzo mi na tym zależy.  R.”

    Patrzyłam na wiadomość od niego i nie wiem czemu ale mu odpisałam.

„ Ok. Jestem w parku, więc będę u ciebie za 5 min.”

    Zebrałam się z tej ławeczki i szybkim tempem powędrowałam do jego miejsca zamieszkania.  Szłam bardzo szybko, więc droga zajęła mi nieco mniej niż 5 minut. Stanęłam pod drzwiami i zadzwoniłam dając znak Lewemu, że już przybyłam.
- Stęskniłem się. Wejdź. – na powitanie mocno mnie do siebie przytulił. Nie czekał na to aż się rozbiorę, ponieważ sam zaczął zabierać się za moje rzeczy. Staliśmy w korytarzu. Robert całował mnie w szyję i wsadził mi ręce pod bluzkę. Niestety coś we mnie pękło i nie pozwoliło na dalszy ciąg jego czułości.
- To teraz tak to będzie wyglądało!?- odepchnęłam go od siebie
- Ale o co ci chodzi?
- Robert! Od dwóch miesięcy nie ma z tobą normalnego kontaktu. O wszystko się wściekasz. A od tygodnia to ty się wcale do mnie nie odzywałeś. Co jest z tobą człowieku! Kiedy ja chciałam i dawałam ci co do tego wyraźne znaki ty zachowywałeś się tak jakbyś nie wiedział, że istnieję. Teraz tak jak gdyby nigdy nic zaczynasz się do mnie dobierać i myślisz, że wszystko jest ok.!? O nie mój drogi! Tak nie będziesz mnie traktowała. – wykrzyczałam mu to prosto w twarz i zbierałam się do wyjścia
- Majuś zaczekaj. Wiem, że zachowywałem się ostatnimi czasy jak idiota i kretyn. Miałem po prostu złe dni. Ale teraz wszystko się zmieni. Obiecuję ci to.- złapał mnie za ramiona
- Jej też tak obiecujesz?
- Jakiej , jej’!?
- Tej którą bzykasz za moimi plecami!
- Maja! O czym ty mówisz!? Sugerujesz, że cię zdradzam!? Nie tknąłem żadnej laski od czasu gdy jestem z tobą!
- I co ? Boli cię to !? Chciałbyś, a nie możesz!? Kretyn z ciebie Lewandowski! Nie kontaktuj się ze mną. To koniec, rozumiesz? To koniec- ostatnie słowa wypowiedziałam pół szeptem i wyszłam z mieszkania pozostawiając go osłupiałego w korytarzu.

~~*~~

     Po powrocie do domu zaczęłam się szykować na imprezę. Założyłam na siebie czarną obcisłą sukienkę i niebieskie szpilki.  Przed klubem czekała już na mnie Angela. Była sama tak jak się umawiałyśmy. Zasiadłyśmy przy barze i zamówiłyśmy drinki. Już na samym początku wypiłam szybkie dwa.
- Jestem wolna! – stanęłam na środku sali i krzyknęłam do kumpeli
- Ta!? Ale jak to.. Przecież jeszcze dzisiaj rano..
- A no widzisz. Taka niespodzianka! Mam zamiar się dzisiaj nieźle upić i poderwać jakiegoś gościa.
- Po co? Majka ogarnij się!
- Jak to po co!? Żeby mi wypełnił pustkę po Lewym.
Po krótkim tańcu na środku parkietu znów zasiadłyśmy do baru.
- Tej pani proszę już nie lać.- zarządziła Angela barmanowi
- Chwila. Wy jesteście dziewczynami tych piłkarzy z BVB?
- Byłyśmy! Znaczy,… Ja byłam. Koleżanka się jeszcze męczy.- powiedziałam – a teraz nalej mi skarbie jeszcze jednego, bo oblewam życiowy sukces.
- Ale pani…
- Ci..- położyłam mu palec na ustach- koleżanka zaraz pójdzie do toalety, a w tedy nie żałuj sobie.

    Było jednak troszeczkę inaczej. Angelę na parkiet wyciągnął jakiś facet, a ja upiłam się tak, że nie wiedziałam gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Pamiętam tylko tyle,  że stała nade mną Angela. Klepała mnie w Poloczek i mówiła , że jestem strasznie głupia. Później urwał mi się i obudziłam się w swoim łóżku. Swoją drogą jestem ciekawa jak się w nim znalazłam. W tamtym momencie nie wiedziałam o tym, że na moje pytanie szybko uzyskam odpowiedz.
Założyłam na nogi moje cieplutkie kapciochy i powędrowałam do kuchni po jakieś proszki na kaca i coś do picia. Żeby wejść do kuchni musze przejść przez salon. Salon, w który czekała mnie odpowiedz.
- Co ty tu robisz!? GET OUT!
- Maju spokojnie. Zaraz wszystko ci wytłumaczę.- w moim salonie spał Robert. Gdy tylko usłyszał mój podniesiony głos wstał na równe nogi i podszedł do mnie- Wczoraj byłaś tak pijana..
- Nie chcę cię słuchać. Co z tego, że się upiłam. To nie twoja sprawa!
- Tak wiem. Jednak wolałbym byś mnie wysłuchała.  Błagam, proszę Maju. Daj mi chociaż to głupie 5 minut.
- OK. Pięć i ani minutki dłużej.

    Usiadłam naprzeciwko niego  na wielkiej kanapie w moim salonie. Był strasznie roztrzęsiony. Widać było, że zależy mu na tej rozmowie, a ja po mimo wszystko i tak go kochałam. Miłość tak szybko nie ustaje. Ona pozostaje w naszym sercu. To tylko my  chcemy ją na siłę stamtąd usunąć. Pozbyć się jej bez cienia szansy na wytłumaczenie. Ja jednak nie byłam tak oporna. Uległam mu szybciej niż myślałam. Nadal go bardzo kocham i wcale nie chciałam tego rozstania. Do podjęcia tak radykalnej decyzji zmusiły mnie tylko i wyłącznie okoliczności, które przeklinam!
- Dobrze.. Pfff…- wypuścił przetrzymywane w płucach powietrze- Zaczęło się od jednego głupiego smsa.
- Od kogo?
- Majuś nie przerywaj.
- To mów szybciej i jaśniej!
- Dwa miesiące temu dostałem smsa z pogróżkami. Niby nic takiego więc go zbagatelizowałem. Później dowiedziałem się kto był jego nadawcą. Okazało się, że to była Anka. Maja ona jest w Polsce. Miesiąc temu gdy ty byłaś na uczelni ona złożyła mi wizytę. Przyleciała do Niemiec jak gdyby nigdy nic. Pieprzyła coś o prawdziwej miłości i takie tam.. Ale ja ją odepchnąłem i powiedziałem, że kocham tylko ciebie. Dwa tygodnie temu znów się u mnie zjawiła. Na samym wstępie się popłakała, a później zawiesiła się na mnie i zaczęła całować. Nie martw się. Nie zdradziłem cię.
- Ale jednego w tym wszystkim nie rozumiem. Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej i czemu mnie również odpychałeś?? Masz na to logiczne wytłumaczenie!?- patrzyłam na niego unosząc jedną brew ku górze
- Wiem, że to jest nie pojęte, ale bałem się twojej reakcji na nią. Wiem, że jej nie cierpisz. Ona zresztą ciebie też. A odpychałem cię, bo żyłem w kłamstwie. Ciężko mi z tym było.
- Ty to jednak głupi jesteś. Przecież bym zrozumiała.
- Mogę liczyć na dalszą część historii pt ,, Maja i Lewy ”?- potknął dłonią mojego kolana
- Nie wiem. Muszę się nad tym poważnie zastanowić. Teraz proszę abyś opuścił moje mieszkanie. Muszę zebrać myśli.
- Ale odezwiesz się ?
- Obiecuję, że jak wszystko zbierze się w jedną całość to dam ci znać. – delikatnie się uśmiechnęłam

ROBERT

     Teraz moje życie jest jednym wielkim kłamstwem i oszustwem. Miałem jej powiedzieć całą prawdę, ale stchórzyłem. Nie wiem dlaczego nie mam na tyle odwagi by spojrzeć jej prosto w oczy i powiedzieć, że moja sytuacja jest beznadziejna. Wymyśliłem sobie jakiś durny wątek i tego muszę się jak na razie trzymać. Jest mi z tym cholernie ciężko. Teraz pozostaje mi się modlić o to, że sprawa się szybko nie wyda, a Maja póki co mi wybaczy i będzie wszystko ok. Jednak niektórzy mają racje nazywając mnie żałosnym dupkiem i kretynem. Sam już sobie z tym wszystkim nie daję rady. Co dziennie obijam się po kątach nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. Wypatruje chociaż cienia szansy w tej mojej zafajdanej bajeczce. Nie umiem odpowiedzieć poprawnie na żadne pytanie. Które zadaje mi Maja.

   Właśnie wróciłem do domu. Zdjąłem ubłocone buty i położyłem się wygodnie przed ekranem mojego telewizora. Cały czas zerkałem na wyświetlacz mojego Iphona z nadzieją na to, że dostałem jakąś wiadomość od Mai. W chwili gdy on się posuszył złapałem za niego z prędkością światła. Szybciej to tylko można pchły łapać. Odblokowałem go iiiii… Ogarnęła mnie potworna złość. Kolejna wiadomość od Anki. Ta dziewczyna mi chyba nie da nawet sekundy na oddech.

,, Robciu przyjadę za tydzień. Musimy obgadać sporo spraw. Zastanawiam się co kupić twojej mamie na urodziny .. Hmmm.. Myślisz, że lepsze będzie coś do domu, czy może ogrodu?”

    No szczyt chamstwa i bezczelności. Nie zdążyłem odpisać, ponieważ zadzwonił dzwonek do drzwi. Odłożyłem telefon i poszedłem otworzyć. Byłem wniebowzięty. Stała przede mną ta, na której przybycie tak długo czekałem.
- Chyba masz szczęście, bo ja się nie potrafię na ciebie długo gniewać.- oj Lewandowski, ale ty masz szczęście- wpuścisz mnie, czy będziesz się tak na mnie gapił przez cały czas?
- Przepraszam cię. Wejdź oczywiście. Jestem zwyczajnie …. No łał. Kocham cię !
- Hehe.. Bo się jeszcze rozmyślę.
- Teraz to ja cię już stąd nie wypuszczę.

  Zrobiliśmy sobie kawę mrożoną i zaczęliśmy oglądać jakiś badziewny film. Odstawiłem moją szklankę na stolik i położyłem moją dłoń na jej udzie. Dotykałem jej i całowałem w szyję. Serce waliło mi jak przy pierwszym pocałunku. Czułem się zupełnie tak jak bym miał 16 lat i jakby zaraz do domu weszła moja mam zastając mnie w dość nie typowej jak na ten wiek sytuacji. Okropnie bałem się jej reakcji.

MAJA

    Byłam dumna z siebie. Dumna z tego, że przezwyciężyłam wewnętrzny ból i pierwsze ostre starcie z ukochanym. Pierwsze i mam nadzieję, że ostatnie. Nie zamierzam sobie więcej psuć nerwów i posądzać go o jakieś bzdury. Teraz jestem pewna, że mówi mi całą prawdę. Kocham go, więc dlaczego miałabym mu nie wierzyć. Związek powinien opierać się na zaufaniu i szczerości. Ja taką darzę Roberta i mam nadzieję, że teraz on mnie też.
Siedziałam u niego i popijałam przepyszną mrożoną kawkę, gdy nagle poczułam ciepło na moim prawym udzie. Dłoń Roberta błądziła po nim i nie tylko. Przybliżył się do mnie. Czułam jego oddech na mojej szyli. Po chwili poczułam również jego delikatne i gorące wargi. Obdarzał mnie pocałunkami zupełnie tak jakby się bał dalszego rozwoju sprawy. Odwróciłam się w jego stronę. Zaczęliśmy wymieniać się pocałunkami. Włożył  mi język do ust, a mi robiło się bardzo gorąco. Usiadłam na nim okrakiem i zatopiłam dłonie w jego włosach.  Wszystko zaczynało się tak jak przy pierwszym razie. Lewy podniósł mnie i zaniósł do sypiali. Tam spędziliśmy resztę wieczoru i calusieńką noc. Było mi cholernie dobrze. Dawno się tak nie czułam. Tym bardziej, że musiałam czekać na tę chwilę tak długo! Nieistotne ile. Ważne, że ta miłość powróciła i mam nadzieję, że zagości w naszych sercach na dobre


24 ROZDZIAŁ



,,Sometimes love comes around (love comes around, love comes around)
and it knocks you down
just get back up
when it knocks you down (knocks you down)
Sometimes love comes around
and it knocks you down
just get back up
when it knocks you down (knocks you down)”



ANGELA

- I AKCJA!!!

   Jestem właśnie na planie. I znów się zaczyna bieganina. Od samego rana. Facet wstał dzisiaj lewą nogą. Widać to i słychać. Jest mega wkurzony! Szkoda tylko, że zaczął wyżywać się na aktorach. W sumie to mam go gdzieś! Staram się nie zwracać na niego uwagi. Dzisiaj również Mario jest obok mnie. Z  tego co obiło mi się o uszy Majka wybaczyła Lewemu i są razem. Bardzo dobrze. PO co robią jakieś podchody i szopki odwalają jak do siebie pasują.
- Angela żyjesz!- Mario machał mi ręką przed oczami.
- Tak, tak. Coś się stało?- otrząsnęłam się lekko wracając powrotem do rzeczywistości
- Grasz teraz.
- Aaaa… ok. Już idę. Trzymaj za mnie kciuki.

    Reżyser zawezwał nas do siebie i przedstawił cały plan. Dzisiaj miałam odgrywać scenę w trójkącie. Było to dla mnie nie lada wyzwanie. Chciałam żeby wyszło jak najbardziej naturalnie. Miałam być ja, Jonh i Caroline. Dwie gorące licealistki na jednego bezbronnego faceta.
- I JUŻ!!!!- krzyknął reżyser

   Weszłam na faceta w dość uwodzicielski sposób. Usiadłam na nim okrakiem i zdzierałam z niego koszulę. Nagle usłyszałam jakieś wrzaski dochodzące zza moich pleców. Okazało się, że to był Mario. Awanturował się, że taka scena nie powinna mieć miejsca. W rezultacie został wyrzucony z planu.

   Po zakończonej pracy na dzisiaj wyszłam na parking gdzie czekał na mnie mój chłopak. Wsiadłam do samochodu i czekałam aż ruszy.
- Nie jedziemy ?- zapytałam
- Tek facet cię obmacywał!- uderzył ręką o kierownicę
- Skarbie, ale to była tylko i wyłącznie rola. On nie jest w moim typie. Za to ty jesteś.- pocałowałam go w policzek. Było widać, że po tych słowach ,, urósł”. Miło było patrzeć na jego roześmianą buźkę.
- Teraz możemy jechać. Zapnij pasy. Podjedziemy jeszcze na chwilę do Lewego, ok.? Jest u niego Maja więc nie będziesz się nudziła.

ROBERT

    Kończyliśmy z Mają jeść śniadanie, gdy rozległ się dźwięk dzwonka. Przypomniało mi się, że jestem umówiony z Goetze.
- Właźcie. Właśnie skończyliśmy śniadanie.
- Śniadanie!? Przecież jest 12.00.
- No tak jakoś wyszło. Chodźcie do salonu. Napijecie się czegoś?
- Nie. My tylko na chwilę.

   Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Po pewnym czasie kiwnąłem głową do kumpla żeby wyjść na taras i pogadać. Zostawiliśmy dziewczyny i poszliśmy na zewnątrz. Zasiedliśmy na krzesełkach i zaczęliśmy gadać.
- Powiedziałeś jej?
- NO coś ty. Wyjawiłem tylko tyle, że Anka jest w Polsce i że była u mnie.
- Ale nie powiedziałeś jej po co?
- Goetze! Jeszcze nie zwariowałem. Póki co jest dobrze tak jak jest. Nie chcę tego pieprzyć na siłę.
- A dowiedziałeś się czy to prawda?
- No właśnie jeszcze nie. Do rozwiązania zostało trochę czasu. Boję się- zakryłem twarz w  dłoniach- Tak cholernie się boję.
- Dasz radę stary. Wiesz, że na mnie zawsze możesz liczyć. A ta druga sprawa? Byłeś u lekarza?
- Tak byłem. Już jest ok. Swoją drogą nie wiedziałem, że zapalenie głupiego pęcherza tak długo trzymało. Dziwne nie?
- Poniekąd.
- Dobra. Cicho bo idą.
- O czym tak plotkujecie.- Maja usiadła mi na kolanach
- O tym, że ostatnio przytyłyście.- Goetze zarobił od Angeli z łokcia w brzuch – no co?
- Gówno jak nie wiesz co! Zbieraj się staruchu, bo musimy jeszcze do sklepu podjechać.
- No to Lewus pogadaliśmy.
- Innym razem nam się uda.- uścisnęliśmy sobie dłoń i odprowadziłem ich do wyjścia.
Gdy wracałem Maja siedziała jeszcze w ogrodzie. Zdjąłem z siebie bluzę i okryłem nią jej ramiona.
- Chodź do domu, bo zimno się robi.
- Zostańmy tu jeszcze chwilę.- zatrzymywała mnie
- Skarbie. Może to wydać się nieco śmieszne, ale ja się boję tu zostać na dłużej.
- A to niby czemu.- odwróciła się w moją stronę
- Dobra powiem ci, ale masz się nie śmiać.
- Obiecuję.
- Miałem problem. Taki dość nietypowy.
- Robert!
- No dobra. Miałem zapalenie pęcherza. Wiem, że głupio było mieć przy sobie niesprawnego faceta, dlatego mijałem się z tobą.
- A nie lepiej było mi o tym powiedzieć, niż czaić się przez miesiąc jak mysz pod miotłą!?
- Wiem, przepraszam. Byłem z tym u lekarza. Niejednokrotnie, bo sama przyznasz, że dość długo mnie to trzymało.
- No. I co ci powiedział?
- Żebym unikał bliższych kontaktów przez jakiś czas i tu się właśnie dolicza niecały i kolejny miesiąc.
- A idź ty głupku! Zrozumiałabym to!
- Różne głupoty człowiek popełnia gdy ma depreche i nie może zadowolić swojej kobiety.
- A ta druga sprawa?
- Ja sprawa?
- Ta , o której gadałeś z Mario. Robert ..??
- Nie naciskaj..
- Powiedz..
- Nie mogę, nie teraz.
- Powiedz mi chociaż czy ona również dotyczy twojego zdrowia.
- Nie.
- A dotyczy mnie, albo ciebie??
- Ciebie nie, ale mnie po części tak.

    Że też musiała podsłuchiwać. Dobrze, że nie zabrnąłem w szczegóły gdy gadałem z Mario. Ona nie może się teraz tego dowiedzieć. Uważam, że jest za wcześnie na to by się o tym dowiedziała. Przyjdzie odpowiedni czas i pora, a z pewnością jej o tym powiem. Jak na razie muszę być pewny! Wiem, że powtarzam to przez cały czas, ale ta sprawa jest dość delikatna! Trzeba przyznać, że sam na własne życzenie wpakowałem się w niezłe bagno. Jakby to powiedziała moja mama: naważyłeś piwa to teraz wypij je ze wszystkimi konsekwencjami jakie są w jego składzie.  
- Robert! Jak to po części ! Powiedz mi bo się  obrażę !
- Nie szantażuj myszko !- po tych słowach udała obrażoną i poszła w stronę wyjścia – Skarbie przestań!- złapałem ją za rękaw
- Puść mnie! Wychodzę!
- Zaczekaj!
- Robert.. jesteśmy razem czy nie? Wydaje mi się, że nie, bo przez cały czas masz przede mną tajemnice.. Jak nie chodzi o jakiś głupi pęcherz to teraz o coś pewnie zupełnie poważniejszego..
- Wiem, że staje się to powoli irytujące, ale musisz jeszcze zaczekać
- Powoli!? Robert to jest na dłuższą metę nie do wytrzymania. Zastanów się nad sobą.- chwyciła za klamkę i już miała wychodzić gdy w drzwiach pojawiła się Anna- Co ona tu robi?
- A co ona tu robi!?- Anka patrzyła na Maję, a Maja na Ankę. Miałem ochotę stamtąd uciec i nie wracać
- Boże! Jeszcze ciebie tu brakowało ..
- Przyjechałam obgadać parę spraw, zresztą dzwoniłam do ciebie. Zapomniałeś już?
- A no tak. A co to jest?- spojrzałem na jej walizki
- Zamieszkam z tobą. W końcu dziecko musi mieć ojca, nie?
-OJCA!!! Robert co jest do cholery!?- Majka krzyczała na mnie, a ja zsunąłem się po ścianie i zakryłem twarz dłońmi – Czy to jest ta sprawa o której miałam się TERAZ nie dowiedzieć?
- Tak.
- To do jasnej cholery kiedy zamierzałeś mnie o tym poinformować!! Jak TWOJE dziecko będzie już dorosłe!?
- Maja, ale właśnie…. No chodzi o to, że ja nie wiem czy to jest moje dziecko..
- DAJ MI ŚWIĘTY SPOKÓJ!!!- wyszła trzaskając drzwiami

MAJA

    Nie… To są jakieś żarty  albo durny sen, z którego zaraz pewnie się wybudzę. Otworze oczy i będę leżała do południa w objęciach Roberta. Wyszłam zapłakana z jego mieszkania. Wybiegł za mną, chwycił za rękę i przyciągną do siebie. Mocno mnie przytulił. Jego bluzka była już mokra od mojego płaczu. Nie mogłam się od niego odkleić. Byłam zbyt zszokowana by to uczynić. Nie wiedziałam co robić. W jedną sekundę cały świat mi się zawalił. Wszystko było dobrze i BUM!!! …
- Proszę cię.. Ja wiem, że to trudne, ale nie zostawiaj mnie z tym samego. To wcale nie musi być moje dziecko.
- W którym ona jest miesiącu?
- 8.
- No to masz odpowiedz. Robert przecież wy wtedy jeszcze byliście razem.
- Wiem skarbie, ale to nie świadczy o tym, że ja jestem ojcem.
- Jak to nie!?
- Mogła się z kimś puścić.
- Przestań. Wątpię żeby zależało jej na wrobienie cię w dziecko.
- Nie odchodź …
- Muszę.. My nie możemy być razem. Nie po tym czego się teraz dowiedziałam. Z resztą ty wiedziałeś o tym o wiele wcześniej i nic mi nie powiedziałeś. To też było przyczyną tego, że spaliśmy osobno? Miałeś wyrzuty sumienia?
- Tak, ale…
- Nie ma  żadnego ale.. Przykro mi Robert, że od samego początku nasz związek budowaliśmy na kłamstwie i oszustwach… 
- Maja..- widziałam jak poleciała mu łza po policzku. Sama na ten widok się rozpłakałam i ostatni już raz do niego przytuliłam.

   Odchodząc widziałam jak Anka wychodzi z domu i patrzy na moje cierpienie. Czym ja sobie zasłużyłam na taki los? Facet którego kocham będzie miał dziecko z inna. Przez myśl przeszło mi pytanie: Dlaczego nie możesz z nim być? Co z tego, że on ma dziecko ze swoją ex, przecież to ciebie kocha? Ale szybko znalazłam na nie odpowiedz. Ja po prostu nie chcę odbierać dziecku ojca. Nie chcę i już. Nie umiałabym tak żyć. A co wtedy gdy ja zajdę w ciąże? Kto dla niego będzie najważniejszy? Będzie miał wtedy dwie rodziny. Mówi się trudno…
 __________________________________________________________________
Witam :)) No to troszeczkę się pokomplikowało... Moje drogie :D Stwierdziłam, że chyba za bardzo przeceniłam swoje możliwości odnośnie dodawania dwóch rozdziałów na raz :) Po pierwsze: Nie nadążam z pisaniem( co widać po 24 rozdziale który jest bardo krótki), po drugie: chwilowy brak weny, a po trzecie: zbliżające się egzaminy gimnazjalne :)) W związku z tym ostatnim pragnę przekazać wam istotną informację. DNIA 15.04. DODAJĘ JEDEN ROZDZIAŁ, ALE DNIA 22.04 ROZDZIAŁ MOŻE SIĘ NIE POJAWIĆ!! Jest to dzień przed egzaminami, w który z pewnością będę siedziała z nosem w książkach.. Mogę jedynie powiedzieć, że to nie koniec losów Mai :)) Pozdrawiam :* <3 


 PS: Powstała zakładka ,, Pytanka :* " Jeżeli macie ochotę to zadawajcie mi pytania związane i nie związane z opowiadaniem :))



poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 21 i 22 Jutro. Ty, ja i stadion.....




ROZDZIAŁ 21

ANGELA

    Szłam z Mario ulicą. Muszę przyznać, że wyglądaliśmy dość zabawnie. Dlaczego? Proste pytanie, prosta odpowiedz. Miałam złamany obcas, więc kuśtykałam. Mario miał całą koszulkę w musztardzie i do tego był nie ogolony. Pech chciał, że przechodziliśmy przez miasto akurat w godzinach szczytu, kiedy to ludzie wychodzą do pracy. Na domiar złego złapali nas dziennikarze i wścibscy paparazzie. Jakiś koleś chciał z Mario przeprowadzić wywiad, ale mój macho go spławił. Facet miał strasznie śmieszną minę, zupełnie nie do opisania.
- Z czego się tak śmiejesz?- popatrzył na mnie
- Hahah.. no bo.. i on.. hahah..- Nie mogłam skleić zdania
- Hahhahaha…- I teraz śmialiśmy się razem

    W czasie naszej wymiany niepohamowanego śmiechu zadzwonił mi telefon. Wyjęłam  go pośpiesznie z torby i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła do mnie Majka.
- Słucham.- Powiedziałam pół śmiechem
- No hej. Masz ochotę na spotkanie i ploty?
- Dzisiaj?
- Tak.
- Kurczę nie bardzo mi to pasuje. Dzisiaj po treningu chłopaków jadę z Mario na plan filmowy.
- Aaaaa… To może też wpadnę na trening i wtedy pogadamy?
- Świetny pomysł. To  o 14.30 przed stadionem ?
-Znakomicie. Będę czekała. Papatki.- i się rozłączyła
Szliśmy w chwili ciszy.
- O czym tak namiętnie myślisz, bo chyba nie o mnie?
- Nie, nie o tobie. O Majce. Miała jakiś taki dziwny głos. Myślisz, że mogło się coś stać?
- Na pewno nic złego. Lewy wczoraj miał bardzo duże plany wobec niej.
- Tak? Hmmm… Dawno z nią tak szczerze nie gadałam. W sumie to od powrotu z Ibizy widziałyśmy się z pięć razy. To wszystko przez ciebie i Lewusa.- szturchnęłam go
- O nie, nie moja droga. Nie zganiaj tego na nas. To wy nie macie dla siebie czasu. Ja i Lewy spotykamy się prawie codziennie.
- Ha, ha, ha,! Bardzo śmieszne.
Skończyliśmy rozmowę bo doszliśmy pod mój apartamentowiec. Zaprosiłam Goetzego do domu. Poszedł się umyć, a ja zrobić coś do jedzenia.

~~*~~
 

MAJA

   Obudziłam się z głową na torsie Roberta. On już dawno nie spał. Głaskał mnie swoją dłonią po ramieniu. Było mi bardzo przyjemnie. Podniosłam się z niego i złożyłam czuły pocałunek na jego ciepłych wargach.
- Dzień dobry. Jak się spało?
- Świetnie.- przeciągnęłam się – wczoraj się nieźle przygotowałeś.
- Byłem pod sala jak grałaś tą piosenkę i postanowiłem sprawdzić jej znaczenie. Bardzo pasowało mi do tej sytuacji.
- Hehhe..mój poeta.- i znów go pocałowałam- nie chce mi się wstawać . Która jest godzina?
- 12.17. Mamy jeszcze trochę czasu.
- No chyba raczej nie. Wstawaj miśku.

    Zebrałam się pierwsza, znaczy próbowałam się zebrać, bo Lewy złapał mnie za biodra i nie chciał puścić. Gdy po wielu trudach udało mi się uciec z jego uścisku poszłam odbyć poranną toaletę. Było to dość trudne ponieważ nie posiadałam niczego prócz mydła wody i ręcznika. Musiałam odziać moje wczorajsze ciuchy i wyjść bez makijażu z hotelu. Gdy Robert już się oporządził poszliśmy oddać klucze do pokoju. Założyłam okularu przeciwsłoneczne i wyszliśmy. Zostałam podwieziona pod same drzwi. Nie mogliśmy przestać się żegnać. Wysiadłam z samochodu mojego chłopaka, weszłam do mieszkania i zadzwoniłam do Angeli. Odebrała za 4 sygnałem. Umówiłam się z nią dzisiaj na trening.  Poszłam się umalować, wziąć szybki prysznic i przebrać się w świeże ciuchy. Założyłam spodenki, t- Shirt i białe trampki. Na stadion postanowiłam wybrać się piechotą. PO drodze zaczepiło mnie kilku fanów Borussi.
-HEJA HEJA HEJA BVB!! LIWI IST DAS BESTE!!

    Zaśmiałam się pod nosem i poszłam dalej. Cieszyłam się, że ma on tutaj swoich fanów. Szło mi się przyjemnie, bo ze słuchawkami na uszach i w rytm moich ulubionych piosenek. Stanęłam przed stadionem i oczekiwałam na przyjazd Angeli. Zauważyłam srebrnego mercedesa podjeżdżającego pod bramy i od razu do niego podeszłam.
- No hej.- przywitałam się
- Siemanko. Mario ja zaraz przyjdę.
-Ok. będę na was czekał.- pocałował ją w policzek i udał się do wejścia.
- Usiądziemy? Nie będę wchodziła na trybuny.
- Pewnie, chodź.
Zajęłyśmy miejsca na ławeczce.
- Co się stało?
- Nic.
- Majka! Jak to nic!? Przecież widzę, że coś cię dręczy. Chodzi o Roberta? Co znów zrobił?
- Nic mnie nie dręczy. Nie, nie chodzi o Roberta. I nic mi nie zrobił.
- No to co jest?
- Studia.
- Co studia!? Majak zacznij mówić składnie  i dobitnie!
- Nie zaliczyłam jednego egzaminu i nikomu się do tego nie przyznałam. Jeżeli nie zdam poprawki to mogę się pożegnać z kolejnym rokiem.
- Jak to!? Przecież mówiłaś, że zdałaś na 5!
- Nie o te egzaminy chodzi!
- No to o jakie!?
- O te które zdawałam prawie miesiąc temu. Poprawkę mam dzisiaj i strasznie się stresuję.
- Dlaczego nie zdałaś?
- To był okres, w którym Lewy sprowadzał panienki do domu. Jak oni.. no .. ten tego… To ja nie mogłam się nad niczym skupić. Prawie wszystkie noce płakałam. Nie zastanawiałam się wtedy nad konsekwencjami.
- Czyli, że to jednak przez niego. Słuchaj. W takim razie życzę ci szczęścia. Powodzenia kochana. Będę mocno trzymała za ciebie kciuki.
- Ok. To ja już lecę. Powiedz Robertowi, że poszłam na zakupy czy coś. Wymyśl coś!- powiedziałam na odchodnego

TRENING

- Idziecie na jutrzejszą galę?- trener wszedł do szatni chłopaków
- Chyba tak.
- Nie ma chyba i nie potrzebnie się was pytam. Wszyscy, bez wyjątku mają się tam jutro zjawić. Ten kto nie przyjdzie będzie robił 100 dodatkowych kółek, więc raczę się zastanowić. Zrozumiano?
- Tak jest szefie!- Powiedzieli jak w wojsku
Gdy trener wyszedł rozmowa przeszła na inne tematy.
- Mats kogo zabierasz?
- Idę z Cathy.
- CO!?- cała drużyna wybałuszyła gały na tę wieść
- No co się tak gapicie. Pogodziliśmy się. Majka dała mi kosza, a ja nie zamierzam na nią czekać w nieskończoność.
- I tak byś się nie doczekał.- powiedział Lewy
- Że niby co ty tam mruczysz?
- To co słyszałeś. Majka jest ze mną.
- Co ty pieprzysz ! Ukryta kamera tu jest?
- Nie, nie ma. Nie rób z siebie kretyna Hummels. Oby dwoje wiemy, że jestem od ciebie w stu procentach lepszy.
- Tak!? Do prawdy!? Ciekawe w czym !?
- We wszystkim.
- Achilles od siedmiu boleści się znalazł. Kto by pomyślał. Ciebie też kopnęła w dupę, a teraz się chwalisz nie wiadomo czym.
- Może tym, że ze mną poszła do łóżka, a z tobą nie!
- O stary! Przegiąłeś!- Mats podwinął rękawy i zbliżał się do Roberta
- Chłopaki spokojnie. Dajcie spokój.
- No dalej Mats. Uderz mnie! – nadstawiał się Lewy
- Nie odgrywaj takiego chojraka. Jeszcze się policzymy.
- To miała być groźba? Tak się boję, że aż portkami trzęsę.
- zobaczymy co później powiesz.- powiedział i wyszedł z szatni

    Po zakończonej dyskusji wszyscy zaczęli się ulatniać z szatni. Na samym końcu wyszedł Robert. Podszedł do auta i zobaczył przebite opony.
- No to pięknie mnie załatwił- powiedział sam do siebie i zadzwonił po pomoc

   Laweta przyjechała szybko. Lewy pojechał załatwić wszystkie sprawy związane z naprawą samochodu i opłatą za lawetę. Całość zajęła mu jakieś 4 godziny. Wtedy przypomniało mu się, że był umówiony z Maja na 17 do jej rodziców. Wyjął telefon i zadzwonił do niej
- Halooo..
- Część skarbie. Nie będę mógł z tobą pojechać do rodziców. Humm… A co ty płaczesz?
-Nie, nie.. Wydaje ci się..
- Maja mów co się dzieję.
- Nic szczególnego.
- Zaraz u ciebie będę.
-Nie Robert , nie przyjeżdżaj. Chcę teraz zostać sama.

MAJA

    Po rozmowie z Angelą poszłam prosto na uczelnię. Weszłam do sali. Egzaminatorzy patrzyli na mnie jak na idiotkę. Okazało się, że pomyliły mi się godziny i przyszłam za późno. Zaczęłam ich błagać, ale oni byli niegięci. Nie chcieli mnie słuchać. Kazali wyjść z Sali i przygotować się do rozmowy z dziekanem.  Wybiegłam z uczelni i poszłam prosto do mieszkania. Wyjęłam z szafki flaszkę czystej wódki i zaczęłam pić. Moim celem było upicie się do nieprzytomności. Gdy zaczęłam spożywać alkohol zadzwonił mi telefon. Dzwonił Robert. Miał tam jakiś problem z samochodem. Gdy powiedziałam mu, że chce zostać sama i odłożyłam telefon zadzwoniła moja mama.
- No córciu gdzie jesteście??
- Co!? Jestem w domu, a gdzie mam być!?
- Przecież ty jesteś kompletnie pijana!!
- Co ty gadasz!? Jestem trzeźwa! Rozumiesz!- krzyczałam
- Zaraz tam z ojcem do ciebie przyjedziemy!
- Walcie się! Ja nie potrzebuję ani was, ani nikogo!
- Jak ty się do mnie odzywasz!?
- Tak jak słyszysz! Jestem dorosła i odpowiedzialna!
- Szczególnie teraz. Jesteś taka odpowiedzialna.
- Coś ci nie pasuje! Jak tak to zmień sobie córkę!- po wypowiedzeniu tych słów podniosłam głowę do góry i zobaczyłam stojącego nade mną Roberta. Chyba nie wierzył, że tak potrafię. Przy nim zawsze, no prawie zawsze, byłam grzeczną i miłą dziewczynką. Zakończyłam rozmowę z mamą i spojrzałam na niego.
- I co się tak gapisz!?- spytałam
- Majka!! Ogarnij się i zostaw to!- wyrwał mi butelkę z ręki- Jak ty się do rodziców odzywasz!? Co się z tobą dzieje dziewczyno!- jeszcze nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego. Rzucił na podłogę zakupy i wymachiwał mi rękoma przed nosem. Po policzkach zaczęły mi płynąć łzy- Powiesz mi wreszcie co się stało, że musiałaś posunąć się do takiego czynu?
- Przez to, że się bzykałeś z laskami na prawo i lewo , ja nie zaliczyłam egzaminu i jestem wezwana do dziekana bo pomyliły mi się godziny! Zadowolony jesteś!- mina mu zbladła. Nie wiedział co ma powiedzieć.- No dalej! Powiedz coś! Nie masz nic na swoje usprawiedliwienie!?- wyszedł z mojego mieszkania trzaskając drzwiami.

    Gdy rano otworzyłam oczy pamiętałam tylko część wydarzeń z wczorajszego wieczoru. Lekko mówiąc wpadłam w niezłą furię. Postanowiłam złożyć Lewandowskiemu poranna wizytę. Zabrałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam do niego piechotą. Spotkanie z dziekanem miałam wyznaczone na 16.00 wiec do tej godziny jeszcze sporo mi zostało. Byłam już pod jego domem. Zapukałam do drzwi. Stanął w nich i przyglądał mi się. Zaczęłam mówić:
- Skarbie bardzo cie przepraszam. Ja wiem, że wczoraj nieźle dałam ci popalić. Zdaję sobie z tego sprawę. Nie powinnam tak mówić i robić. Byłam wściekła i pijana. Sam dobrze wesz jak to jest. Do tego doszły te egzaminy i dzisiejsze moje spotkanie na uczelni. Chciałabym żeby między nami nic się nie zmieniło. Wpuścisz mnie do środka?
- Czy ty zdajesz sobie wg sprawę z tego co wczoraj wygadywałaś!? Nazwałaś mnie ALFONSEM! Nie czuję się jak on i nim nie jestem! Decydując się na nasz związek oby dwoje mieliśmy świadomość naszej przeszłości. Wkurza mnie to, że mi nie ufasz i masz o mnie takie zdanie.
- Mogę wejść  czy będziesz prawił mi kazanie przy twoich sąsiadach?
- Wejdź- ruchem ręki zaprosił mnie do środka. Stanęłam naprzeciwko niego i zaczęłam go całować. Niestety nie poszło tak jak po mojej myśli. Odepchnął mnie lekko i poszedł do salonu.
- Co ci jest! Wcześniej za to dałbyś wiele!
- Tobie się wydaje, że mi zależy tylko na jednym, że chodzi mi o to by cię wykorzystać?  Zastanów się nad sobą ! Jestem ciekaw czy twoi rodzice usłyszą od ciebie słowo przepraszam! Dali ci wszystko, a traktujesz ich gorzej niż źle!
- Nie jesteś moim ojcem by mówić mi co mam robić!
- Nie! Ale jestem twoim chłopakiem i zależy mi na twoim szczęściu. Gdy jesteś przy mnie czuję się spełniony, ale widząc twoją wczorajszą furię zaczynam się bać.- uśmiechnął się
- To dobrze, czy źle!?
- Zależy kiedy! – i teraz to on mnie pocałował
- To co? Już się nie gniewasz? Najpierw na mnie naskoczyłeś a teraz to .
-  Nie da się na ciebie długo gniewać. A teraz chodź przedstawisz mi swoich rodziców.
- Co!?
- Jedziemy do nich. Musisz ich przeprosić. Zrób to dla mnie J

ROZDZIAŁ 22

- Pani Szulc?
- Nie. Neumann.
- Ach tak. Dobrze. Proszę usiąść. Pomyliłem się, bo dziś też byłem umówiony z Panią Szulc.
- Nic nie szkodzi.
- Dobrze. Więc tak. Sprawa troszkę się skomplikowała. Pani Maju ja bardzo panią przepraszam za to całe zamieszanie.
- Ale jakie zamieszanie?- studentka była bardzo zdziwiona
- Egzaminatorowi pomyliły się indeksy. Do pani wpisał błędną ocenę. Zwyczajnie panią pomylono.
- No chyba pan żartuje. Tyle co ja się nerwów przez to najadłam…
- Bardzo mi przykroi jeszcze raz panią przepraszam.
- Dziękuje i do widzenia.

MAJA

Wychodząc z dziekanatu byłam w dużym szoku. Na korytarzu spotkałam Angelę.
- Co ty tu robisz?
- Cześć. Na potrzeby filmu muszę zawiesić chwilowo studia.
- Aaaa… No tak.
- A ty ?
- Słuchaj. Okazało się, że pomylili mnie z kimś. Z jednej strony pałam szczęściem i radością, a z drugiej jestem na nich wściekła. Dobrze, że za namową Roberta byłam dzisiaj przeprosić rodziców.
- Dobra. Później pogadamy. Idę.
- OK.

    Po wyjściu z uczelni udałam się prosto do Roberta. Stanęłam przed drzwiami i zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi . Otworzył je i dziwił się czemu nie wchodzę do środka. Zawiesiłam mu się na szyli i oplotłam go moimi nogami. On złapał mnie za pośladki, wciągnął do środka i oparł mnie o ścianę. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Włożyłam mu ręce pod koszulkę.
- Ale masz zimne dłonie..- wydukał
- Z mrozu przyszłam .
- W takim razie chodź. Zrobię ci herbaty.- Herbaty!? To się już na niego napaliłam, zaczęłam mu ściągać koszulkę, a ten z herbatą wyskakuje! Poczułam się … No tak dziwnie się poczułam.- Jaką chcesz. Malinową, owocową, cytry…- I zaczął wymieniać cały swój asortyment. Nie chcę herbaty głupku! Chcę ciebie!- Namyśliłaś się już ?
- Robert daj spokój.
- Co?
- No daj Se spokój z tą herbatą. Ona mi nie jest do szczęścia potrzebna.- podeszłam do niego i namiętnie całowałam.
- YKHMMM… To ja włączę telewizor.

    Odepchnął mnie od siebie i poszedł do salonu. Nie wiem co się z nim stało. Przyznaję, że troszeczkę się zmieniłam, ale bez przesady. Nie jest chyba ze mną aż tak źle. Zdenerwowałam się. Zabrałam sweterek z krzesła i poszłam do wyjścia. Trzasnęłam za sobą drzwiami i stanęłam przed jego domem. Byłam ciekawa czy pofatyguje się do mnie czy raczej nie. Było jednak tak jak się obawiałam. Siedział sobie w domu i nic. Wróciłam do siebie i zrobiłam sobie sama tą nieszczęsną herbatę. Usiadłam i także włączyłam telewizor. To z przyzwyczajenia od czasu kiedy mieszkałam z Robertem. Najpierw herbatka, a później kocyk i dobry film na DVD. Przykryłam się po same uszy i oglądałam jakiś niemiecki serial. O koło godziny 22.00 zadzwonił mi telefon. Miałam nadzieję, że to Robert, ale się przeliczyłam. Dzwoniła moja mama żeby zaprosić nas do siebie na obiad. Chciała bliżej poznać Roberta i te sprawy. Ale ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, więc przytaknęłam i opowiedziałam, że będziemy.
Z samego rańca poszłam do Angeli. Wiedziałam, że ona dzisiaj zaczyna te swoje przygotowania do filmu. Chciałam ją wesprzeć psychicznie i spytać ją o radę w sprawie wczorajszego zachowania Lewego. Założyłam na siebie spódniczkę w koronkę i biały podkoszulek. Do tego dobrałam sobie pod kolor szpilki i szłam w kierunku wielkich apartamentów.
- Cześć kochana ! – ucałowałam ją w policzek. Wyglądała cudnie . Miała na sobie miętową sukienkę i beżowe szpilki.
- No hej ! Dawno cię u mnie nie było.
- A no. Ty do mnie też nie zaglądasz.
- Coś się stało? Tak jakoś dziwnie wyglądasz.
- Głowa mnie boli. Po za tym nic ciekawego się u mnie nie dzieje. Prowadzę szare nudne życie. Czasami jest jakaś odskocznia od tego, ale w rezultacie i tak wszystko cichnie i koniec bajki.
- Na uczelni mówiłaś coś o rodzicach.- zaprowadziła mnie do salonu
- Tak. Upiłam się do nieprzytomności i wyzywałam wszystkich po kolei z Robertem na czele.
- Wściekł się?
- Był zły, ale szybko mu przeszło. Za to teraz nie idzie się z nim dogadać.
- Co masz na myśli?
- Wiesz.. Jak ci to powiedzieć- Ciężko było mi powiedzieć jej tak prosto z mostu. Co niby miałam wypalić ,, Mam ochotę na niego, a on mnie odpycha”. To brzmi tak jakbym była nie warta uwagi.- Zwyczajnie się od siebie odsunęliśmy.- O tak. Te słowa idealnie opisują moją sytuację
- Ciężko mi będzie ci pomóc.
- Ale ja tego nie oczekuję. Wiem, że masz swoje sprawy związane z Mario i z filmem. Ja muszę porozmawiać o tym z Lewym, bo inaczej się nie dowiem co go dręczy. A teraz opowiadaj ty. Jak tam?
- No z tym filmem to jest więcej zachodu niż myślałam. Słuchaj przez cały czas trwają jakieś przesłuchania i przygotowania. Sama nie wiem jak określić gatunek tego filmu. Ogólnie rzecz biorąc wpakowałam się w jakiegoś pornola bez odwrotu. Dobrze, że Maro jest ze mną. Gdy jestem z nim wszystko wydaje się proste. On dodaje mi otuchy i mnie wspiera we wszystkim. Dzisiaj na przykład idzie ze mną. Będzie oglądał to wszystko.
- No i fajnie. Bardzo się cieszę, że wam się układa.
Gadałyśmy jeszcze jakieś 2 godziny. Po upływie tego czasu do mieszkania wparował Goetze i oświadczył, że już czas i pora. Musieli już jechać. Zaproponowali mi podwózkę, ale ja odmówiłam. Chciałam się przejść i przemyśleć parę spraw. Pożegnałam się z nimi i ruszyłam w kierunku mojego mieszkania.

PLAN FILMOWY

 ANGELA

   Podjechaliśmy z Mario pod wieli plan. Kręciło się tam mnóstwo ludzi. Jedni przychodzili, drudzy wracali. Nie mogłam się tam w niczym połapać. Podeszła do mnie wizażystka i zabrała mnie do swojego gabinetu. Mruczała coś pod nosem, ż e mam ładną cerę i takie tam. Ubrali mnie później w jakieś ciuchy. Ja naprawdę wyglądałam jak licealista. Uczesali mnie w dwa kucyki. Miałam być chyba taką cnotką. Albo coś w tym sensie. W każdym bądź razie na plan zawitał reżyser. Usiadł sobie wygodnie na krześle i darł się przez megafon
- STARZYŚCI NA MIEJSCA!!!

    Boże co za facet. Strasznie zadufany w sobie. Myśli, że wszystko mu wolno. Szarogęsi się tak jakby był u siebie.  Teoretycznie jest, ale to go nie usprawiedliwia. Zaczęli nagrywać właśnie pierwszą scenę. Troszeczkę się denerwowałam przed moim wejściem, ale przez cały czas trzymałam za rękę Mario i to mi dodawało otuchy.  Moja akcja zaczynała się dość niepozornie. Zwyczajne pójście do szkoły młodej atrakcyjnej, dziewczyny. Z pozoru zwykłej szarej myszki w dwóch kucykach, ale tak naprawdę w mojej postaci kryje się taki pazur przez nikogo nie odkryty. W dzień z okularami, w nocy z soczewkami rusza na podryw do ekskluzywnych klubów.
- Szulc ! Wender! Przygotować się!
I koniec sielanki, czas do pracy. Wender, a inaczej John Wender to mój filmowy partner. Z początku mną pomiata, a później na jednej z imprez zaczyna mnie obmacywać. Nie wiem jak ja to przełknę. On jest straszny. Wygląda fatalnie, a jeszcze gorzej u niego z charakterem.

~~*~~

     Po 15 minutowej przerwie wróciliśmy na plan. I znów reżyser zaczyna się wydzierać.  Tym razem stanął na środku i rozłożył do mnie ręce w geście pokazania co robię nie tak. W duchu sobie myślałam ,, Tak, tak. Pogadaj sobie, a ja i tak zrobię swoje ”.
Na dzisiaj to koniec. Wściekła z podkrążonymi oczami od nadmiernego oświetlenia wsiadłam do samochody Mario.
- Czemu tak się denerwujesz?- złapał mnie za kolano
- Ten facet mnie … Agggrrrr…
- Tak, wiem skarbie, ale co mu zrobisz. Tak czy tak będziesz musiała go słuchać. Tutaj twoje dąsy i nerwy nie pomogą.
- Może i masz rację. To co robimy ?
- Lewy dzwonił żebym do niego wpadł pogadać.
- Aaa.. Ok. i tak mi dzisiaj bardzo dużo czasu poświęciłeś. – pocałowałam go w policzek
- Mam nadzieję na rewanż z twojej strony.
- Co masz na myśli.
- Jutro. Ty, ja i stadion.
- O nie. Mario. Wszystko, ale nie cały dzień na stadionie.
- Przemyślę to jeszcze.
Rozmawialiśmy prawie całą drogę. Już pod koniec leciała w radiu moja ulubiona piosenka. Od razu zaczęłam ją śpiewać na co Goetzego dopadł niepohamowany śmiech.
- No co!?
- Pięknie śpiewasz.- śmiał się pod nosem
- Tak, wiem . Uwierz mi, że zdecydowanie lepiej tańczę.
- Dobra, dobra. Wysiadka skarbie, bo się spóźnię.
- Wyganiasz mnie?
- Ależ skądże. Po prostu strasznie mi się śpieszy.
- No dobrze. W takim razie pozdrów ode mnie Roberta i do zobaczenia jutro na stadionie.- złapałam się za głowe
- Ty to powiedziałaś. Papa.- i odjechał

~~*~~

    Po odwiezieniu pod mieszkanie Angeli Mario od razu pojechał do Lewego. Był bardzo ciekawy dlaczego przyjacielowi zależy na szybkim spotkaniu z nim. Zaparkował swojego srebrnego mercedesa pod dużym domem i zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Stanął w nich ewidentnie czymś zmartwiony Lewandowski.
- Wejdź.
- Stary. Co ci jest.
- Po to cię tu sprowadziłem żeby się wygadać więc siadaj- wskazał na narożnik w salonie- i powiedz mi co chcesz do picia, bo ja to z chęcią napiłbym się tequili.
- Aż tak źle.
- Aż tak.
Robert poszedł do kuchni po dwie szklanki do trunku. Usiadł obok kumpla i zwierzał mu się ze swoich problemów.
- No wyobrażasz to sobie. Teraz to ja nie wiem co mam ze sobą zrobić.- spuścił głowę
- Mówiłeś już o tym Majce?
- Majce!? Stary przecież… A szkoda gadać. Nie wiem co mam robić. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ona cały czas dąży do .. no wiesz.
- A ty?
- No a ja nic.
- Przez to ona może się zacząć czegoś domyślać.
- Ale w tej sytuacji ja nie mogę się z nią kochać.
- Lewy! W czym ci to przeszkadza! No zastanów się!
- Zastanawiałem się nad tym już bardzo długo i doszedłem do wniosku, że jak na razie nic Mai nie powiem. Przeczekam to. Może to fałszywy alarm i nie warto się tym przejmować.
- Moim zdaniem nawet najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa.
- Pewnie masz racje, ale ja nie mogę teraz  pogadać o tym z Maja. Chcę najpierw wiedzieć czy to wszystko jest prawdą. Chcę mieć pewność.
- A jak ona przy tobie jest i wyraźnie tego od ciebie oczekuje to ty nic.. Tak zupełnie nic? Ja przy mojej Angeli nim nie wytrzymał.
- Szczerze mówiąc jest mi cholernie trudno. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam.
- Możesz na mnie liczyć. Ja jej nic nie powiem. Angie też się o niczym nie dowie.
- Fajnie, że można na ciebie liczyć. Wydawało mi się, że będziesz mnie namawiał do tego bym jej wszystko opowiedział.
- Skoro ty uważasz, że nie ma jak na razie takiej potrzeby to trzymaj się z tym jak najdłużej.
Siedzieli i pili jeden za drugim. Nie zwracali na to która jest godzina i że jutro z samego rana muszą iść na trening.  Upili się do nieprzytomności i usnęli w salonie ze szklankami w dłoniach.
________________________________________________________________________
Witam was w Poniedziałek Wielkanocny :* Oderwałam się na chwilę od rodzinki i dodaję kolejne dwa rozdziały :) Teraz zaczyna się coś dziać :)) Od kolejnego rozdziału zaczynam pisać z perspektywy Roberta, ponieważ on będzie odgrywał kluczową rolę w tym ,, chaosie" :) Więcej wam nie będę zdradzała :D Mam nadzieję, że da się to czytać :)) Jeżeli czytacie to komentujcie :* <3 Na osłodę dodaję zdjęcie, które strasznie mi się podoba ( chyba nie muszę mówić dlaczego :)) ). Zostało zrobione po meczu Borussia- Stuttgart, które zakończyło się wynikiem 2:1 :) Po golach Piszcza i Lewego :* 
Dobra nie będę wam dłużej przynudzać :) Smacznego jajka ! :*
<3